Zaczynali razem, często od przyjaźni albo od wspólnego pomysłu przy stole w kuchni. Przez kilka lat wszystko działało, bo obaj ciągnęli w tę samą stronę i nie było czasu na spory. Potem jeden chciał inwestować, drugi wypłacać. Jeden zaczął pracować mniej, bo urodziło mu się dziecko, drugi uznał, że ciągnie firmę sam. Decyzje, które wcześniej zapadały w pięć minut, zaczęły wisieć tygodniami.
Konflikt wspólników różni się od sporu z kontrahentem jedną rzeczą: tu nie da się po prostu wygrać. Obie strony mają udziały w tym samym majątku i obie tracą, dopóki spór trwa. Firma nie jest widzem tego sporu, tylko jego głównym poszkodowanym.
Skąd zwykle bierze się pat
Powody powtarzają się w zaskakująco podobnych układach.
- Rozjazd wizji. Jeden chce rosnąć, zatrudniać i brać kredyt. Drugi chce stabilnej, mniejszej firmy, która co miesiąc wypłaca dywidendę. Obie wizje są sensowne i wzajemnie się wykluczają.
- Nierówny wkład pracy. Najczęstsze źródło żalu. Udziały są po równo, a zaangażowanie od dawna nie jest. Problem w tym, że każdy widzi swoją pracę dokładnie, a cudzą pobieżnie.
- Pieniądze wyjmowane z firmy. Spór o wypłaty, o koszty, o samochód w leasingu, o zatrudnienie kogoś z rodziny.
- Kontrola nad decyzjami. Kto podpisuje, kto zatwierdza, kto rozmawia z bankiem i kto może samodzielnie zawrzeć umowę.
- Sprawy osobiste. W firmach rodzinnych i partnerskich konflikt prywatny wchodzi do spółki wejściem służbowym. Rozwód wspólników albo kłótnia rodzeństwa potrafi zatrzymać działającą firmę.
- Zmiana życiowa jednego ze wspólników. Choroba, wyprowadzka, nowy projekt. Ktoś chce wyjść, ale nie ma ustalonych warunków wyjścia.
Dlaczego pat kosztuje więcej, niż widać
Wspólnicy w sporze zwykle liczą koszt ewentualnej sprawy sądowej. Rzadziej liczą koszt samego trwania konfliktu, a ten bywa wyższy.
Decyzje przestają zapadać, więc firma nie podpisuje nowych umów i nie inwestuje, bo żadna ze stron nie chce dać drugiej argumentu. Pracownicy orientują się szybciej, niż się wydaje - najpierw przestają wiedzieć, kogo słuchać, potem najlepsi zaczynają rozglądać się za czymś stabilniejszym. Klienci wyczuwają chaos w odpowiedziach. Bank i kontrahenci zaczynają ostrożniej patrzeć na firmę, w której zarząd jest skłócony.
Do tego dochodzi czas. Spór korporacyjny prowadzony przez sąd to nie jedna sprawa, tylko zwykle kilka równoległych, a firma przez cały ten okres działa w trybie awaryjnym.
Poufność nie jest tu dodatkiem
W sporze między wspólnikami poufność bywa ważniejsza niż sama treść rozwiązania.
Postępowanie mediacyjne nie jest jawne, a mediatora obowiązuje zachowanie w tajemnicy faktów, o których dowiedział się w związku z prowadzeniem mediacji, chyba że strony zwolnią go z tego obowiązku. Propozycje ugodowe i oświadczenia składane w mediacji nie mogą być potem wykorzystywane jako argument procesowy.
To ma bardzo praktyczne znaczenie. Wspólnicy mogą przy stole powiedzieć rzeczy, których nigdy nie napisaliby w pozwie: że jeden z nich chce wyjść, że rozważa sprzedaż udziałów, że firma ma problem, o którym nie wie bank. Bez tego marginesu żadna realna rozmowa o wyjściu z patu nie jest możliwa.
Co da się ustalić przy stole
W zależności od tego, czy wspólnicy chcą dalej prowadzić firmę razem, czy się rozstać, rozmowa idzie w dwie różne strony.
Gdy zostają razem, ustalenia zwykle dotyczą:
- podziału kompetencji - kto o czym decyduje samodzielnie, a co wymaga zgody obu;
- progów decyzyjnych - do jakiej kwoty każdy może zawrzeć umowę bez konsultacji;
- zasad wypłat - ile zostaje w firmie, ile jest wypłacane i według jakiej reguły;
- rozliczenia pracy - czy wspólnik pracujący operacyjnie dostaje za to wynagrodzenie niezależne od udziału w zysku;
- zasad informowania - jakie dane, w jakim cyklu i w jakiej formie trafiają do obu;
- trybu rozstrzygania przyszłych sporów, żeby następny pat nie zaczynał się od zera.
Gdy jeden z nich wychodzi, rozmowa dotyczy warunków rozstania:
- wyceny udziałów i tego, kto ją wykonuje;
- sposobu i harmonogramu zapłaty, często rozłożonego w czasie, bo firma rzadko ma gotówkę od ręki;
- zabezpieczenia płatności;
- podziału tego, co nieoczywiste - klientów, marki, kontaktów, sprzętu, wspólnych poręczeń i gwarancji;
- zakresu działalności po rozstaniu - czy i w jakim zakresie wychodzący wspólnik może prowadzić podobną działalność;
- komunikatu na zewnątrz - co i kiedy mówimy klientom oraz pracownikom.
Ten ostatni punkt bywa lekceważony, a potrafi zdecydować, ilu klientów zostanie po rozstaniu.
Czego rozmowa nie zastąpi
Mediacja ustala treść porozumienia. Nie zastępuje formy, w jakiej trzeba je wykonać.
Zmiana umowy spółki, uchwały wspólników, przeniesienie udziałów, zmiany w reprezentacji i wpisy do rejestru mają swoje wymogi co do formy i trybu. Część z nich wymaga udziału notariusza. Do tego dochodzą skutki podatkowe rozliczenia między wspólnikami, które potrafią zmienić opłacalność całego układu.
Dlatego porozumienie wypracowane przy stole powinno przejść przez prawnika i księgowego, zanim strony je podpiszą. Mediacja skraca drogę do ustalenia, na co się zgadzacie. Nie zwalnia z tego, żeby zrobić to poprawnie.
Dwa przykłady
Poniższe historie są przykładowe. Pokazują typowy przebieg, a nie konkretne sprawy naszych klientów.
Przykład pierwszy: równe udziały, nierówna praca. Dwóch wspólników prowadziło firmę usługową po połowie. Jeden od dwóch lat zajmował się nią na pełen etat, drugi rozwijał inny projekt i wpadał raz w tygodniu. Wypłaty szły po równo. Ten pracujący na co dzień czuł się wykorzystywany, ten drugi przypominał, że włożył w start większość pieniędzy.
Przy stole rozdzielili dwie rzeczy, które wcześniej były jedną kłótnią: zwrot z zainwestowanego kapitału i wynagrodzenie za pracę. Ustalili, że wspólnik pracujący operacyjnie dostaje wynagrodzenie za pełnioną funkcję, a zysk nadal dzielą zgodnie z udziałami. Do tego doszedł przegląd ustaleń po roku i prosty raport miesięczny, żeby drugi wspólnik nie dowiadywał się o sprawach firmy przypadkiem.
Przykład drugi: rozstanie, na które nie było scenariusza. Trzech wspólników, z których jeden chciał wyjść. Umowa spółki nie przewidywała trybu wyjścia, a rozmowy rozbijały się o wycenę: wychodzący liczył według przychodów, pozostali według majątku i długów.
Na mediacji ustalili najpierw nie kwotę, ale sposób dojścia do kwoty: wspólnie wybranego rzeczoznawcę i to, że przyjmują jego wycenę jako punkt wyjścia. Potem rozmawiali o harmonogramie, bo firma nie miała środków na jednorazową spłatę. Skończyło się rozłożeniem płatności na raty z zabezpieczeniem, przejęciem przez wychodzącego jednego z projektów oraz ustaleniem, jak informują o zmianie klientów. Formalną stronę transakcji przygotował potem prawnik spółki.
Kiedy sprawa i tak trafi do sądu
Mediacja nie jest właściwym narzędziem wszędzie. Droga sądowa jest potrzebna między innymi wtedy, gdy jeden ze wspólników działa na szkodę spółki, gdy istnieje podejrzenie wyprowadzania majątku, gdy potrzebne jest szybkie zabezpieczenie albo gdy trzeba podważyć konkretną uchwałę. Prawo przewiduje w takich sytuacjach osobne instrumenty, łącznie z wyłączeniem wspólnika lub rozwiązaniem spółki przez sąd. To decyzje, które należy omówić z prawnikiem, bo mają poważne i trudne do odwrócenia skutki.
Rozmowa nie ma też sensu, gdy druga strona traktuje ją wyłącznie jako sposób na zyskanie czasu.
Jeśli spór dotyczy nie tyle relacji między wspólnikami, co finansowej kondycji firmy, warto zacząć od innego pytania. Napisaliśmy o tym w tekście Moja firma ma długi - co teraz?.
Od czego zacząć
- Zajrzyjcie do umowy spółki - często zawiera tryb rozwiązywania sporów albo zasady wyjścia, o których nikt nie pamięta.
- Rozdzielcie sprawy bieżące od spornych - ustalcie, co musi działać dalej niezależnie od konfliktu, żeby firma nie stanęła.
- Spiszcie, co naprawdę jest sporne - zwykle okazuje się, że punktów jest trzy, a nie trzydzieści.
- Zbierzcie dane - wyniki, zobowiązania, wypłaty z ostatnich lat. Bez wspólnej podstawy liczbowej rozmowa zamienia się w licytację wrażeń.
- Ustalcie, czego naprawdę chcecie - dalej razem na nowych zasadach czy rozstania. To zmienia całą rozmowę.
- Zadbajcie o poufność od początku - im mniej osób wie o sporze, tym mniej szkody po drodze.
Powyższe informacje mają charakter ogólny i nie zastępują porady prawnej ani podatkowej. Każda spółka ma inną umowę i inną sytuację, dlatego opisz nam swoją przez formularz kontaktowy, a wspólnie ocenimy, czy mediacja gospodarcza może pomóc wyjść z patu. Jeśli chcesz najpierw zobaczyć, jak przebiega mediacja, zebraliśmy to w jednym miejscu.
Szukasz pomocy w podobnej sytuacji? Zobacz, w jakich sprawach prowadzimy mediacje gospodarcze.
Czytaj dalej
Powiązane artykuły
Moja firma ma długi - co teraz?
Firma ma zaległości wobec kontrahentów lub banku? Sprawdź, jakie są możliwe pierwsze kroki i jak mediacja gospodarcza może pomóc w rozmowie z wierzycielami.
Kontrahent nie zapłacił faktury. Sąd czy mediacja?
Faktura po terminie, a kontrahent milczy? Sprawdź, co zrobić przed pozwem, kiedy mediacja gospodarcza ma sens i jak nie stracić pieniędzy na samym odzyskiwaniu należności.
Druga strona nie chce mediacji - co możesz zrobić?
Chcesz się dogadać, ale druga strona nie odpowiada albo z góry odmawia? Sprawdź, skąd zwykle bierze się odmowa, co można jeszcze zrobić i kiedy trzeba przyjąć ją do wiadomości.