Rozmowa o pieniądzach na dziecko rzadko zaczyna się od pieniędzy. Zaczyna się od zdania „ty nigdy”, „ty zawsze” albo „gdybyś wtedy nie…“. Po kilkunastu minutach nikt już nie pamięta, że rozmowa miała dotyczyć butów, obiadów w szkole i wizyty u ortodonty.
Alimenty są jednym z tych tematów, w których łatwo pomylić dwie zupełnie różne sprawy: rozliczenie krzywd między dorosłymi i koszty utrzymania dziecka. Sąd potrafi rozstrzygnąć tę drugą. Tej pierwszej nie rozstrzygnie nikt, a próba załatwienia jej przy okazji sprawy o alimenty zwykle kończy się tym, że postępowanie ciągnie się miesiącami i obie strony wychodzą z niego poturbowane.
Poniżej opisujemy, co da się ustalić w rozmowie, jaką moc ma spisane porozumienie i kiedy droga sądowa jest jednak właściwa.
Od czego zależy wysokość alimentów
Prawo nie zna jednej kwoty ani tabeli, do której można zajrzeć i odczytać wynik. Obowiązek alimentacyjny wyznaczają dwie rzeczy, które trzeba zestawić ze sobą:
- usprawiedliwione potrzeby dziecka - czyli realne koszty jego utrzymania i wychowania, odpowiednie do wieku, stanu zdrowia i sytuacji, w jakiej żyje rodzina;
- możliwości zarobkowe i majątkowe rodzica - przy czym chodzi o możliwości, a nie wyłącznie o kwotę widniejącą dziś na pasku wynagrodzenia. Osoba, która może zarabiać więcej, ale świadomie tego nie robi, nie znajdzie tu prostej drogi ucieczki.
Pod uwagę bierze się też, w jakim stopniu każde z rodziców zaspokaja potrzeby dziecka osobistą pieczą: codzienną opieką, dowożeniem, obecnością w chorobie. To praca, która ma wartość, choć nie widać jej na przelewie.
Z tego zestawienia nie wychodzi jedna słuszna liczba. Wychodzi przedział, w którym mieści się kilka rozwiązań dających się obronić. I właśnie dlatego jest o czym rozmawiać.
Zacznijcie od spisania kosztów, nie od kwoty
Najczęstszy błąd w tych rozmowach to zacząć od kwoty. Jedna strona rzuca liczbę, druga słyszy w niej zarzut, i dalsza dyskusja jest już tylko licytacją.
Znacznie lepiej działa odwrotna kolejność: najpierw spisać, ile faktycznie kosztuje miesiąc życia dziecka. Mieszkanie w części przypadającej na dziecko, jedzenie, ubrania, przedszkole lub szkoła, obiady, dojazdy, leki, opieka zdrowotna, zajęcia dodatkowe, telefon, wakacje, prezenty na urodziny kolegów. Osobno warto wypisać wydatki, które nie zdarzają się co miesiąc, ale zdarzają się na pewno: wyprawka we wrześniu, ortodonta, okulary, wyjazd klasowy, sprzęt sportowy.
Ta lista robi dwie rzeczy naraz. Po pierwsze, zamienia spór o „ile ty powinieneś dawać” w rozmowę o konkretnych pozycjach, które da się sprawdzić. Po drugie, bardzo często pokazuje obu stronom coś, czego wcześniej nie widziały: jedna nie zdawała sobie sprawy, ile kosztują drobiazgi, druga nie zauważała, że część wydatków już pokrywa.
Przy stole mediacyjnym pracujemy właśnie na takiej liście. Nie po to, żeby rozliczyć kogokolwiek z przeszłości, tylko żeby obie strony rozmawiały o tych samych danych.
Alimenty to nie tylko kwota
W ugodzie da się ustalić znacznie więcej niż samą sumę. Często to właśnie te szczegóły decydują, czy porozumienie przetrwa rok.
- Termin i sposób płatności. Konkretny dzień miesiąca i numer rachunku usuwają połowę przyszłych nieporozumień.
- Wydatki nadzwyczajne. Warto z góry umówić się, co robicie z kosztami, które pojawiają się rzadko, ale znacząco: leczenie, wyjazd szkolny, korepetycje, sprzęt. Dzieli się je po połowie? Do jakiej kwoty bez pytania, a powyżej niej po uzgodnieniu?
- Kto co kupuje. Czasem prościej ustalić, że jedno z rodziców bierze na siebie konkretne stałe koszty, niż przelewać całość i rozliczać się z niej.
- Przegląd ustaleń. Można umówić się, że raz w roku siadacie i sprawdzacie, czy kwota nadal pasuje do sytuacji. To zdejmuje presję ustalenia czegoś „na zawsze”.
- Sposób komunikacji. Jeśli rozmowy telefoniczne kończą się awanturą, ustalcie, że sprawy dziecka omawiacie mailowo albo w jednej aplikacji. To brzmi drobno, a bywa najważniejszym punktem porozumienia.
Kwestie kontaktów z dzieckiem to osobny temat, choć zwykle wraca w tej samej rozmowie. Opisaliśmy go w tekście o tym, co zrobić, gdy drugi rodzic utrudnia kontakty.
Jaką moc ma to, co ustalicie
To pytanie pada zawsze i jest w pełni uzasadnione. Samo dogadanie się przy kawie nie daje żadnego zabezpieczenia na wypadek, gdyby druga strona przestała płacić. Formy porozumienia różnią się właśnie tym.
Zwykła umowa pisemna. Porządkuje ustalenia i bywa lepsza niż nic, ale sama z siebie nie pozwala pójść do komornika. Jeśli druga strona przestanie płacić, i tak trzeba będzie iść do sądu.
Ugoda zawarta przed mediatorem. Mediator składa protokół z ugodą w sądzie. Sąd zatwierdza ugodę, a jeżeli nadaje się ona do wykonania - przez nadanie klauzuli wykonalności. Zatwierdzona przez sąd ugoda ma moc prawną ugody zawartej przed sądem. W praktyce oznacza to, że jest wykonalna i nie trzeba prowadzić całego procesu, żeby móc jej dochodzić.
Akt notarialny. Porozumienie o alimentach można też zawrzeć u notariusza. Jeśli zobowiązany podda się w nim egzekucji co do obowiązku zapłaty, taki akt również otwiera drogę do egzekucji bez osobnego procesu.
Sąd bada treść ugody i może odmówić jej zatwierdzenia, jeżeli byłaby sprzeczna z prawem lub zasadami współżycia społecznego albo zmierzała do obejścia prawa. Przy alimentach ma to szczególne znaczenie, bo chodzi o dobro dziecka, a nie wyłącznie o wygodę dorosłych. Porozumienie, w którym rodzic zrzeka się alimentów na dziecko, nie jest dobrym pomysłem i nie ma co liczyć, że przejdzie bez pytań.
Gdy sytuacja się zmienia
Alimenty nie są ustalane raz na zawsze. Dziecko idzie do szkoły, zaczyna leczenie ortodontyczne, wyjeżdża na studia. Rodzic traci pracę, zmienia branżę, zakłada nową rodzinę albo przeciwnie - zaczyna zarabiać znacznie więcej.
Gdy zmienią się potrzeby dziecka albo możliwości rodzica, wysokość alimentów można zmienić. Można to zrobić w sądzie, ale można też najpierw spróbować przy stole - i to zwykle szybsza droga, jeśli obie strony widzą, że zmiana jest realna. Zmienione ustalenia warto ująć w takiej samej formie jak pierwotne, żeby zachowały tę samą moc.
Warto pamiętać o jednym: porozumienie, którego jedna strona nie jest w stanie wykonać, nie jest sukcesem. Kwota oderwana od możliwości zarobkowych kończy się zaległościami, a zaległości kończą się u komornika i przy kolejnej sprawie w sądzie.
Dwa przykłady
Poniższe historie są przykładowe. Pokazują typowy przebieg, a nie konkretne sprawy naszych klientów.
Przykład pierwszy: dwie różne wersje tego samego budżetu. Rodzice ośmiolatka rozstali się rok wcześniej. Matka uważała, że ojciec płaci za mało i nie ma pojęcia, ile kosztuje dziecko. Ojciec uważał, że pieniądze idą na cokolwiek innego niż syn. Każda rozmowa kończyła się tymi dwoma zdaniami.
Na mediacji pierwsza sesja poszła w całości na spisanie kosztów miesiąca. Okazało się, że ojciec faktycznie nie wiedział o części wydatków, bo nigdy ich nie widział, a matka nie policzyła tego, co ojciec kupował sam: butów, kurtki, sprzętu na zajęcia. Kwota, która z tego wyszła, była wyższa od jego propozycji i niższa od jej żądania, ale oboje wiedzieli, skąd się wzięła. Osobno umówili się, że wydatki powyżej ustalonego progu wymagają wcześniejszej rozmowy, a wyprawkę szkolną dzielą po połowie.
Przykład drugi: zmiana po dwóch latach. Ojciec płacił ustaloną kwotę regularnie przez dwa lata. Potem stracił pracę i przez kilka miesięcy płacił mniej, bez uprzedzenia. Matka odebrała to jako wycofanie się z ustaleń i zapowiedziała sprawę w sądzie.
Przy stole okazało się, że problemem nie była sama obniżka, tylko to, że nastąpiła bez słowa. Ustalili niższą kwotę na czas określony, z terminem, w którym wracają do rozmowy, oraz zobowiązanie, że o zmianie sytuacji informuje się od razu, a nie po fakcie. Sprawa nie trafiła do sądu, a ojciec po znalezieniu pracy wrócił do poprzedniej kwoty.
Kiedy mediacja się nie sprawdzi
Mediacja jest dobrowolna i opiera się na tym, że obie strony mogą swobodnie rozmawiać. Nie zadziała, jeśli:
- w relacji dochodziło do przemocy, gróźb lub zastraszania - wtedy przy jednym stole nie ma równowagi, a sprawa należy do sądu i odpowiednich służb;
- druga strona w ogóle nie chce rozmawiać, nie odbiera kontaktu albo świadomie gra na czas;
- jedna ze stron ukrywa dochody lub majątek i nie ma mowy o rzetelnych danych;
- potrzebne jest szybkie zabezpieczenie, bo dziecko nie ma z czego żyć teraz.
Ta ostatnia sytuacja jest ważna i nie warto z nią czekać. Jeżeli brakuje pieniędzy na bieżące utrzymanie dziecka, w postępowaniu sądowym można wystąpić o zabezpieczenie na czas trwania sprawy. Rozmowę można prowadzić równolegle.
Od czego zacząć
- Spiszcie koszty dziecka z ostatnich kilku miesięcy - najlepiej na podstawie realnych wydatków, nie z pamięci.
- Wypiszcie osobno wydatki nieregularne, które na pewno się pojawią w ciągu roku.
- Zbierzcie informacje o dochodach obojga rodziców, także tych nieregularnych.
- Rozdzielcie dwie sprawy: co należy się dziecku i co macie do siebie jako dorośli. Ta druga rozmowa też jest ważna, ale nie przy tym stole.
- Zastanówcie się, jakiej formy potrzebujecie - czy wystarczy wam spisane porozumienie, czy chcecie mieć dokument, który da się wykonać.
- Sprawdźcie, czy druga strona w ogóle jest gotowa usiąść - to warunek, od którego zależy wszystko pozostałe.
Powyższe informacje mają charakter ogólny i nie zastępują indywidualnej porady prawnej. Każda sytuacja rodzinna jest inna, dlatego opisz nam swoją przez formularz kontaktowy, a wspólnie sprawdzimy, czy mediacja rodzinna ma w niej sens. Jeśli chcesz najpierw zobaczyć, jak przebiega mediacja, zebraliśmy to w jednym miejscu.
Szukasz pomocy w podobnej sytuacji? Zobacz, w jakich sprawach prowadzimy mediacje rodzinne.
Czytaj dalej
Powiązane artykuły
Rozwód a mediacja - czy trzeba iść do sądu?
Czy da się rozwieść bez sądu? Wyjaśniamy, w czym może pomóc mediacja przy rozwodzie, co można ustalić przed rozprawą i kiedy warto się na nią zdecydować.
Były partner nie pozwala mi widywać dziecka - czy mediacja może pomóc?
Druga strona utrudnia kontakty z dzieckiem? Wyjaśniamy, co można ustalić w mediacji rodzinnej, kiedy potrzebna jest droga sądowa i od czego zacząć.
Druga strona nie chce mediacji - co możesz zrobić?
Chcesz się dogadać, ale druga strona nie odpowiada albo z góry odmawia? Sprawdź, skąd zwykle bierze się odmowa, co można jeszcze zrobić i kiedy trzeba przyjąć ją do wiadomości.