Woda przeszła przez sufit w nocy. Rano jest plama na ścianie, odparzony panel i sąsiad z góry, który mówi, że u niego wszystko jest w porządku i że to pewnie z dachu. Za tydzień plama jest większa, sąsiad przestał odbierać telefon, a Wy macie w głowie rachunek za remont i pytanie, czy iść do sądu.
Spory o odszkodowanie mają nieprzyjemną cechę: koszt ich prowadzenia potrafi zbliżyć się do wartości samej szkody. Sprawa o kilka tysięcy złotych, która wymaga opinii biegłego i kilku terminów rozpraw, przestaje się opłacać obu stronom na długo przed wyrokiem. A jeśli po drugiej stronie stoi sąsiad, z którym będziecie się mijać na klatce jeszcze przez dziesięć lat, dochodzi koszt, którego nie widać w kosztorysie.
O co naprawdę toczy się ten spór
Zanim zastanowicie się nad drogą, warto nazwać, w którym miejscu się nie zgadzacie. Prawie zawsze jest to jedna z dwóch rzeczy - albo obie naraz.
Kto odpowiada za szkodę. Sąsiad twierdzi, że pękła instalacja wspólna, a nie jego pralka. Wykonawca twierdzi, że zawinił materiał dostarczony przez inwestora. Dopóki to jest sporne, rozmowa o kwocie i tak nie ruszy.
Ile ta szkoda jest warta. Tu strony zwykle zgadzają się co do tego, co się stało, a różnią się o sumę. Jedna liczy wymianę całej podłogi, bo takiej samej deski już nie ma. Druga liczy naprawę dwóch metrów.
To rozróżnienie ma praktyczne znaczenie. Spór o wysokość szkody bardzo dobrze nadaje się do rozmowy, bo jest w nim przestrzeń do ustalenia czegoś pośrodku. Spór o samą zasadę odpowiedzialności bywa trudniejszy, choć i tu rozmowa potrafi doprowadzić do podziału kosztów, jeśli obie strony widzą, że ich wersja nie jest pewna w stu procentach.
Dlaczego te sprawy tak często grzęzną
Kilka powodów wraca w niemal każdej takiej sprawie.
- Dwie wyceny, które się nie spotykają. Każda strona przynosi kosztorys od swojego fachowca. Oba wyglądają wiarygodnie i różnią się dwukrotnie.
- Szkoda, której nie widać od razu. Wilgoć wychodzi tygodniami. To, co na początku wyglądało na plamę, po miesiącu okazuje się wymianą podłogi.
- Emocje i sąsiedztwo. Gdy druga strona mieszka piętro wyżej, do sporu o pieniądze dochodzi historia hałasów, parkowania i uwag sprzed lat.
- Poczucie, że chodzi o zasadę. Zdanie „nie chodzi mi o pieniądze, chodzi o zasadę” zwykle oznacza, że ktoś czuje się potraktowany lekceważąco. To realna potrzeba, ale sąd jej nie zaspokoi, bo zasądza kwoty, a nie przeprosiny.
Co da się ustalić przy stole
Mediacja w takiej sprawie nie sprowadza się do targowania o sumę. Zwykle rozmowa obejmuje kilka elementów, które razem tworzą rozwiązanie możliwe do wykonania:
- kwotę albo sposób jej wyliczenia, jeśli pełny rozmiar szkody nie jest jeszcze znany;
- naprawę zamiast pieniędzy - czasem najprostszym rozwiązaniem jest to, że strona odpowiedzialna zleca i opłaca konkretne prace, zamiast przelewać kwotę, co do której nikt się nie zgadza;
- zakres prac - co dokładnie ma zostać naprawione i w jakim standardzie;
- terminy i harmonogram, łącznie z tym, kto wpuszcza ekipę i kiedy;
- rozliczenie kosztów już poniesionych - osuszania, tymczasowego lokum, zniszczonych rzeczy;
- płatność w ratach, jeśli jednorazowa kwota jest poza zasięgiem drugiej strony, a jej brak i tak skończyłby się egzekucją;
- zakres zamknięcia sprawy - czy ugoda wyczerpuje wszystkie roszczenia, czy tylko część.
Ten ostatni punkt wymaga uwagi. Przy szkodach, których skutki mogą ujawnić się później, oświadczenie, że ugoda zamyka wszystkie roszczenia, potrafi okazać się kosztowne. Warto to świadomie przemyśleć, a nie podpisywać automatycznie.
Gdy w grze jest ubezpieczyciel
Wiele takich szkód zaczyna się od zgłoszenia do ubezpieczyciela i często na tym się kończy. Problem pojawia się wtedy, gdy wypłata jest wyraźnie niższa niż koszt naprawy albo gdy ubezpieczyciel odmawia.
Warto rozdzielić dwie sytuacje. Spór z samym ubezpieczycielem rządzi się własnymi zasadami - jest tam procedura odwoławcza, a poszkodowany ma do dyspozycji instytucje powołane do rozpatrywania takich skarg. To osobna ścieżka i zwykle pierwsza, którą warto wyczerpać.
Mediacja bywa natomiast bardzo pomocna tam, gdzie po wypłacie z polisy zostaje różnica, o którą spierają się już sami zainteresowani: poszkodowany i osoba odpowiedzialna za szkodę. Rozmowa dotyczy wtedy konkretnej, policzalnej luki, a nie całości roszczenia. To sprawy, w których porozumienie przychodzi najłatwiej, bo obie strony widzą, że stawką jest różnica, a nie zasada.
Jaką moc ma ugoda
Samo ustne porozumienie z sąsiadem nie daje zabezpieczenia. Jeśli po dwóch miesiącach druga strona zmieni zdanie, zostajecie z tym, od czego zaczęliście.
Ugoda zawarta przed mediatorem jest czymś innym. Mediator składa protokół z ugodą w sądzie, a sąd ją zatwierdza - jeżeli ugoda nadaje się do wykonania, przez nadanie klauzuli wykonalności. Zatwierdzona ugoda ma moc prawną ugody zawartej przed sądem, więc nie trzeba przechodzić całego procesu, żeby móc jej dochodzić. Sąd może odmówić zatwierdzenia, jeśli ugoda jest sprzeczna z prawem lub zasadami współżycia społecznego, zmierza do obejścia prawa albo jest niezrozumiała lub zawiera sprzeczności.
Więcej o tym, co daje spisane porozumienie, napisaliśmy w tekście o tym, czy ugoda mediacyjna jest wiążąca.
Dwa przykłady
Poniższe historie są przykładowe. Pokazują typowy przebieg, a nie konkretne sprawy naszych klientów.
Przykład pierwszy: zalanie i dwie wyceny. Mieszkanie na trzecim piętrze zostało zalane po awarii w lokalu wyżej. Sąsiad przyznawał, że woda poszła od niego, ale uważał, że wystarczy pomalować sufit. Poszkodowani mieli kosztorys obejmujący wymianę podłogi w całym pokoju, bo identycznych paneli nie dało się już kupić.
Przy stole rozdzielili to, co bezsporne, od tego, co sporne. Malowanie i osuszenie nie budziło wątpliwości. Spór dotyczył wyłącznie podłogi. Zamiast licytować się kosztorysami, ustalili, że sąsiad pokrywa wymianę paneli w pokoju, w którym doszło do zalania, a poszkodowani rezygnują z roszczenia dotyczącego przedpokoju, gdzie szkoda była śladowa. Dodali termin wykonania prac i ustalili, że rozliczenie następuje po przedstawieniu faktury.
Przykład drugi: remont, który poszedł nie tak. Właściciel domu zlecił wykonawcy ocieplenie elewacji. Po pierwszej zimie pojawiły się pęknięcia. Wykonawca twierdził, że winny jest materiał wybrany przez inwestora, inwestor - że technologia wykonania. Obie strony miały argumenty i obie liczyły się z tym, że sąd powoła biegłego, a to oznacza koszt i długie miesiące.
Na mediacji policzyli najpierw, ile kosztowałoby doprowadzenie elewacji do stanu zgodnego z projektem. Potem rozmawiali o podziale tego kosztu, przyjmując, że żadna ze stron nie ma pewności co do rozstrzygnięcia. Ustalili podział kosztów w proporcji, którą obie strony uznały za znośną, oraz to, że prace wykonuje ten sam wykonawca, bo zna obiekt. Nikt nie uznał się za winnego i nikt nie wygrał, ale elewacja została naprawiona przed kolejną zimą.
Kiedy mediacja nie ma sensu
Są sprawy, w których rozmowa nie jest właściwym narzędziem:
- gdy potrzebna jest opinia specjalisty, żeby w ogóle ustalić przyczynę szkody, a bez tego strony mówią o dwóch różnych zdarzeniach;
- gdy druga strona nie idzie na żaden kontakt albo świadomie przeciąga sprawę;
- gdy chodzi o rozstrzygnięcie zasady, na przykład o precedens przy powtarzającej się szkodzie;
- gdy zbliża się koniec terminu na dochodzenie roszczenia.
Ten ostatni punkt jest istotny. Roszczenia odszkodowawcze przedawniają się, a terminy zależą od podstawy odpowiedzialności i okoliczności sprawy. Zanim zaczniecie rozmowy, sprawdźcie z prawnikiem, ile realnie macie czasu. Rozmowa prowadzona zamiast pilnowania terminu bywa najdroższym błędem w całej sprawie.
Od czego zacząć
- Udokumentujcie szkodę od razu - zdjęcia, nagrania, data, świadkowie. Po tygodniu część śladów znika.
- Zbierzcie dowody kosztów - faktury, kosztorysy, rachunki za osuszanie czy tymczasowe zakwaterowanie.
- Zgłoście szkodę tam, gdzie trzeba - do ubezpieczyciela, administracji budynku lub spółdzielni, zgodnie z tym, co wynika z Waszej umowy.
- Ustalcie, o co idzie spór - o odpowiedzialność, o kwotę, czy o oba naraz.
- Sprawdźcie terminy z prawnikiem, zanim zaczniecie negocjacje.
- Zapytajcie drugą stronę wprost, czy jest gotowa usiąść do rozmowy z mediatorem. Czasem sama propozycja zmienia ton korespondencji.
Powyższe informacje mają charakter ogólny i nie zastępują indywidualnej porady prawnej ani opinii rzeczoznawcy. Sprawy odszkodowawcze bardzo się od siebie różnią, dlatego opisz nam swoją przez formularz kontaktowy, a wspólnie ocenimy, czy mediacja cywilna ma w niej sens. Jeśli chcesz najpierw zobaczyć, jak przebiega mediacja, zebraliśmy to w jednym miejscu.
Szukasz pomocy w podobnej sytuacji? Zobacz, w jakich sprawach prowadzimy mediacje cywilne.
Czytaj dalej
Powiązane artykuły
Spadek dzieli rodzeństwo - czy da się podzielić majątek bez sądu?
Rodzeństwo nie może dogadać się co do domu, mieszkania czy oszczędności po rodzicach? Wyjaśniamy, co da się ustalić w mediacji, a co i tak wymaga sądu albo notariusza.
Ugoda mediacyjna - czy jest wiążąca i co daje zatwierdzenie przez sąd?
Co się stanie, jeśli druga strona nie dotrzyma ugody? Wyjaśniamy, czym jest ugoda mediacyjna, co zmienia zatwierdzenie jej przez sąd i jak zapisać ustalenia, żeby dało się je wyegzekwować.
Zwolnienie i zaległe wynagrodzenie - czy spór z pracodawcą da się zamknąć bez sądu pracy?
Nie dostałeś wynagrodzenia albo nie zgadzasz się z wypowiedzeniem? Sprawdź, co można ustalić w mediacji, na co uważać przy terminach i kiedy sprawa i tak trafi do sądu pracy.